fbpx

Blog

Rejs na wyspach Kanaryjskich na święta.

Wszystko zaczęło się w Modlinie.

Jak to czasem bywa, na Teneryfę nie lecieliśmy razem. Każdy z nas miał inne zobowiązania. Ja wybrałem loty z Ryanair z przesiadką w Barcelonie. Wyleciałem 17 grudnia z Warszawy Modlin do Barcelony. Koszt biletu 65 PLN i następnie 19 grudnia poleciałem na lotnisko Teneryfa Północ. Koszt biletu 15 EUR. Zaznaczam, że bilety kupowałem z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Bilet powrotny zakupiłem już bezpośrednio z Teneryfy Południe do Warszawy Modlin za 55 EUR. Łącznie za bilety lotnicze zapłaciłem więc mniej niż 400 PLN w dwie strony. A wiem, że da się jeszcze taniej. 20 grudnia wszyscy spotkaliśmy się już na lotnisku i zaczęliśmy właściwą część wycieczki. Wynajęliśmy auto w lotniskowej wypożyczalni- koszt 103 EUR za dwie doby, i wyruszyliśmy na południe wyspy do miejscowości Adeje gdzie mieliśmy zarezerwowany apartament. Koszt wynajmu apartamentu dla 8 osób na dwie doby wyniósł nas 350 EUR.

Zatem wszystko zaczynało się idealnie układać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnego dnia zaczęliśmy zwiedzać Teneryfę. W pierwszej kolejności udaliśmy się do wioski Masca. Jest to wioska położona na wysokości około 600 m n.p.m. Zabudowań jest tu niewiele, jednak wszystkie budynki są bardzo malownicze i tworzą prawdziwie kanaryjski klimat. Z wioski na plażę w Los Gigantes prowadzi droga przez wąwóz, niestety z powodu kilku wypadków jest ona obecnie zamknięta.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z wioski Masca udaliśmy się dalej na wulkan Teide. Samochodem można się dostać aż na wysokość 2500 m n.p.m. Po drodze można zaobserwować dynamicznie zmieniający się krajobraz. Mijamy skalne pustynie, wielkie kaktusy a nagle wyrastają nam przed oczami sosnowe lasy. Na końcu drogi mamy kilka parkingów gdzie możemy zostawić samochód. Warto trochę tu pospacerować i obejrzeć różne  formy skalne i warstwy ich ułożenia. Następnie polecam wjechać kolejką prawie na sam szczyt wulkanu. Koszt wjazdu wynosi 27 EUR w dwie strony. Trochę drogo ale warto. Kolejka przenosi nas na wysokość 3500 m n.p.m. Zalecam mieć ze sobą kurtkę lub bluzę ponieważ może być trochę chłodno. Z tej wysokości rozciąga się piękny widok na wyspę. Na sam szczyt można dostać się po uzyskaniu bezpłatnego zezwolenia. Z tego co wiem, wniosek należy złożyć kilka dni wcześniej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po wycieczce, która trwała kilka ładnych godzin wszyscy mocno zgłodnieliśmy. Pojechaliśmy do restauracji Mesón El Monasterio. Mogę z czystym sumieniem polecić tę restaurację. Ceny są niskie a porcje bardzo duże. Uważajcie czy dacie radę zjeść wszystko.

22 grudnia. Początek rejsu

22 grudnia zameldowaliśmy się w Marinie San Miguel. Przed rejsem kapitan przedstawił załodze podstawowe informacje o zachowaniu na jachcie. Dla części naszej załogi był to pierwszy rejs w życiu.  Marinę opuściliśmy o godzinie 16:00. Przed rejsem zrobiliśmy podstawowe zaopatrzenie jachtu w produkty niezbędne podczas rejsu. Cenowo najlepiej nam wyszło zrobić zakupy w Lidlu. W marinie wypożyczyliśmy sobie jeszcze wędkę i subsurfing. Koszt wypożyczenie to odpowiednio 50 i 100 EUR za tydzień.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

San Miguel – Punta del Puerto – 8 NM. 2h.

Po opuszczeniu mariny udaliśmy się wzdłuż linii brzegowej na krótką przeprawę aby zapoznać załogę z podstawami żeglarstwa. Nocowaliśmy na kotwicy w zatoce w pobliżu farm rybnych. Za pierwszym razem kotwica nie trzymała i po 20 minutach zmieniliśmy położenie i zarzuciliśmy kotwicę drugi raz. Teraz już skutecznie. Postój na kotwicy wymaga nocnych wacht, ustaliliśmy zmiany co dwie godziny od 2200 do 0600. W nocy nastąpił pierwszy kontakt z delfinami. Podczas jednej z wacht podpłynęły do naszej łodzi.  Było to bardzo ekscytujące przeżycie. O 0500 po cichu opuściliśmy zatokę. Postawiliśmy żagle i udaliśmy się na La Gomerę.

23.12 – Punta del Puerto – San Sebastian La Gomera 22 Nm. 5h

Marina San Sebastian de la Gomera jest bardzo przyjazna. Koszt cumowania wynosi 38 EUR za dobę. Dodatkowo dwie karty do toalet to depozyt 10 EUR. Na recepcji obsługa rozmawiała w języku hiszpańskim, francuskim i angielskim. W marinie poznaliśmy inną polską załogę z kapitanem Rafałem na czele.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wycieczka La Gomera

Miasto San Sebastian jest dosyć małe. Głównymi atrakcjami są dom Kolumba i stary kościół. Ogólnie miasto jest bardzo ładne i klimatyczne. Na rynku rosną ogromne fikusy i możemy sobie porównać z nimi te które rosną u nas w domu.

Do zwiedzania wyspy wynajęliśmy sobie taksówki. Koszt dwóch wyniósł 180 EUR za 4-godzinę wycieczkę. Po drodze mijaliśmy plantacje bananów i wawrzynowe lasy. Wyspa w centralnej części w odróżnieniu od brzegu jest bardziej wilgotna i zielona. Jest tu też więcej opadów, które nie występują w niższych partiach wyspy. Zwiedzanie zakończyliśmy w restauracji położonej na szczycie góry.

Z ciekawostek:

W San Sebastian Krzysztof Kolumb miał ostatni przystanek przed wyruszeniem w morze i odkryciem Ameryki.

Wyspa jest jedynym miejscem na świecie gdzie obowiązkowo w szkołach nauczany jest język gwizdów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wieczorem Rafał – kapitan z innej polskiej jednostki zaproponował wspólny przelot na La Palmę.  Ponieważ wiatr zaczynał zmieniać kierunek i siłę, i od następnego dnia był przewidywany na tyle niemiły, że umknęli by my na La Gomera na spore kilka dni. Dlatego nasz kapitan postanowił wyjść w nocny rejs. To był najbardziej dramatyczny odcinek całej podróży. Wiatr 22 w porywach 40 kt. Oceaniczne fale z dwóch kierunków. I tylko księżyc nad ołowianymi falami.

24 – 25.12 Marina San Sebastian La Gomera – Marina La Palma 55 NM, 11 h 30 min

Z założenia że wiatr będzie wiał od rufy i będziemy cały czas płynąć z wiatrem, maksymalny czas przeprawy oszacowaliśmy na 12 godzin. Według prognozy prędkość wiatru miała wynosić 22 węzły jednak w niektórych momentach była ona o wiele wyższa (specyfika rejonu kanaryjskiego – rejony akceleracji).Wiatr był tak silny, że podarł nam na pół flagę. A morska woda waliła po twarzy. Szczerze to ten odcinek najbardziej mi się podobał. Całą trasę pokonaliśmy na silniku początkowo płynąc przy linii brzegowej La Gomery. Jak się okazało – to był nie najlepszy pomysł. Kapitan Rafał z załogą wybrali inną strategię – odpłynęli z 10 NM od wyspy La Gomera w kierunku NE, a później stanęli na kurs i mieli rację – dalej od wyspy nie tak się odczuwano było wpływ wiatru odbijającego się od wysokich skał La Gomery. Wachty dla mężczyzn załogi ustaliliśmy 2 godzinne, kapitan i starszy pomocnik – 4 godzinne.

Przed wpłynięciem do Mariny La Palma należy najpierw uzyskać pozwolenie na wpłynięcie do basenu portowego ponieważ jest to również port handlowy. Używaj 09 kanal VHF. Przyda się znajomość języka hiszpańskiego. Wejście do mariny jest zamykane aby fale powodowane przez ruch statków nie wpływały do środka. Koszt cumowania do 58 EUR za dwie doby. Nie brali od nas kaucji za karty do toalet. Marina jest nowoczesna z restauracjami. Niepotrzebnie przed cumowaniem nakazują podpływać do pomostu na rejestrację. W złych warunkach pogodowych i przy silnym wietrze, gdy podpływaliśmy, wiatr zniósł nas na pomost, dodatkowo pracownik mówił tylko po hiszpańsku i był całkiem bezradny. Dalej marinę wspominam bardzo dobrze. Spędziliśmy tu wigilię i święta. A LA Palma jest cudowna.  

 

 

 

 

 

 

 

Następnego dnia czyli już 25 grudnia udaliśmy się na wycieczkę po wyspie. Koszt wynajęcia samochodu to 35 EUR za dobę. Wyspa słynie z zieleni, czarnych plaż i obserwatorium. Więc kolejny dzień spędzamy w drodze oglądając zmienne krajobrazy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak już wcześniej wspomniałem na Wyspach Kanaryjskich krajobraz zmienia się co parę metrów. Tutaj mamy góry pokryte lasem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I totalnie łyse kamienie.

 

 

 

 

 

 

 

Dla miłośników ekstremalnej jazdy są urocze górskie drogi ze zwrotami o 160 stopni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A na koniec kąpiele i plażowanie przez nas zwane fokingiem 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

26.12 – Marina La Palma – Los Gigantes Tenerife , 56 NM. 12h , przelot w dzień.

La Palmę opuściliśmy z samego rana. Obraliśmy kurs na Los Gigantes. Czekała nas długa droga w dzień. Podczas trasy mieliśmy czas na pogawędki, łowienie ryb, a rejs umilały nam przepływające przy jachcie delfiny. To były niezapomniane chwile.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Około godziny 1700 weszliśmy do Mariny Los Gigantes, koszt cumowania to 41 EUR za dobę. Marina ma 40 lat i takie też tu są warunki. W toaletach nie było ciepłej wody a na drugi dzień w ogóle była zamknięta. Niechętnie przyjmują jachty żaglowe, po wielu mailach i negocjacjach jednak dostaliśmy miejsce dla cumowania. Z tej mariny wyriszaja liczne morskie wycieczki. Tłumy ludzi. Wiele jest małych łodzi motorowych i statków wożących turystów na Mascę. Port raczej komercyjny, nie polecam przy dłuższych postojach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ponieważ musieliśmy uzupełnić zapasy udaliśmy się na plażę a potem na zakupy. Jak chcesz tanio to wszędzie znajdziesz Lidla 😉

27.-12   Los Gigantes Tenerife – Plaja de Masca – El Puertitto

O 1300 opuściliśmy port i udaliśmy się na plażę Masca. Kręci się tu wiele statków turystycznych, jednak i tak jest pięknie. Pływaliśmy na SUBie, co wymaga dobrego zmysłu równowagi, i rozkoszowaliśmy się kanaryjskim słońcem. W tle pływał piracki statek – atrakcja portu Los Gigantes. Około 16:00 popłynęliśmy dalej szukać miejsca do zarzucenia kotwicy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W drodze łowimy ryby oraz piękne widoki.

 

 

 

 

 

 

 

 

O 1800 po zachodzie słońca stajemy na mooring w zatoce obok El Puertito, współrzędne 28° 6.721N – 16° 46.198W. Boji wielkie, plastykowe, ale jednak trzeba uważać na muszle. 

 

 

 

 

 

 

 

28.12 pobudka i wyruszamy do San Miguel

Wiatru prawie nie było więc odpaliliśmy “diesel-grot”. Ale, żeby nie wszystko było na różowo , po wyjściu z za rogu wyspy – otrzymaliśmy mocny wiatr w twarz – około 20 Kts. prędkość jachty spadła z 5.5 do 3.5 Kts. Zamiast planowanych 1,5 h mordowaliśmy pod wiatr sporych 3 godziny.

 

 

 

 

 

 

 

28 grudnia o 1800 meldujemy w Marinie San Miguel. Organizujemy kolację pożegnalną i odpoczywamy. Wszyscy są zadowoleni i  marzą o nowych przygodach. 29 grudnia o godzinie 0900 wymeldowujemy się i zdajemy jacht. O godzinie 1230 mamy samolot do Warszawy Modlin.

Żegnaj Ocean i do zobaczenia!

 

Adam Uznanski